Kulisy

Kulisy teatru- rozmowa z inspicjentem

Andrzej Wróblewski: W zespole eksploatacji pracują 64 osoby, ale w czasie spektaklu pod moimi rozkazami są też koledzy z działu elektrycznego, którzy obsługują napędy wózków scenicznych, zapadni i sceny obrotowej. Również elektrycy uzgadniają z nami wszystkie warunki pracy na scenie. Tak więc podczas przedstawienia – na przykład w Rigoletcie – na scenie jest około 70-80 osób, choć są też spektakle, które obsługuje zespół złożony z około pięćdziesięciu osób, czy takie, gdzie wystarczy do dziesięciu osób – na przykład balet Grek Zorba. Nasza praca polega na montażu i demontażu dekoracji spektakli, oraz ich obsłudze, czyli dokonywaniu zmian dekoracji nie tylko podczas 20-minutowych przerw, ale i w trakcie trwania przedstawienia za kurtyną głuszącą lub kurtynkami intermedyjnymi. Pracujemy praktycznie cały tydzień, codziennie coś się dzieje, bo codziennie jest grany inny spektakl lub trwają próby. W okresie przedpremierowym, mniej więcej na dwa tygodnie wcześniej, pracujemy już tylko nad premierą, rzadko w tym czasie jest wplatany jakiś spektakl, często na zasadzie odpoczynku dla artystów: kiedy przygotowywana jest premiera baletowa, to gramy jakąś operę, jak premiera operowa, to balet. Naszym zadaniem jest też konserwacja dekoracji, wożenie ich do pracowni, odbieranie, ponieważ w trakcie eksploatacji zawsze następuje uszkodzenie – wtedy koledzy z Działu Produkcji dokonują napraw. Bywają tygodnie, kiedy pracujemy bez dnia przerwy, co jest gratyfikowane odpowiednimi wynagrodzeniami, ponieważ za dzień wolny trzeba zapłacić, podobnie jak za liczne nadgodziny, bez których nie sposób się obejść, gdyż mamy za mało pracowników – są tylko cztery brygady montażystów, w każdej dziewięć osób. Praca na scenie jest podzielona na strony: lewa i prawa, a w niektórych spektaklach wymagana jest obecność dwunastu-czternastu osób na jednej stronie sceny, zdarza się więc, że do montażu potrzebne jest 28 osób – wtedy 10 osób musi przyjść na dodatkowe godziny. Mówimy teraz tylko o tym, co się dzieje na poziomie sceny, a nad sceną jest jeszcze obsługa sztankietów, ponadto w trakcie spektaklu pracują rekwizytorzy, tapicerzy, mechanicy… Kierownictwo Działu Sceny składa się z pięciu osób, nie jestem więc obecny na wszystkich spektaklach. Ja zazwyczaj zajmuję się przygotowaniem merytorycznym i logistycznym całego spektaklu, później wszystko przejmują brygadierzy i oni to – podczas przedstawienia jest obecny jeden albo dwóch brygadierów – prowadzą wszystkie zmiany, a my służymy im pomocą, gdyż jeden człowiek tego wszystkiego nie ogarnie. Musi też być jeden głównodowodzący, choćby ze względów komunikacyjnych: porozumiewamy się za pomocą radiotelefonów, więc nie może w jednej chwili mówić i rządzić kilka osób, bo doszłoby do katastrofy.

Obecnie najtrudniejszym spektaklem, jeśli chodzi o zmianę dekoracji, jest Rigoletto. Realizacyjnie został tak pomyślany, że po piętnastu minutach muzyki trzeba zrobić półgodzinną przerwę na zmianę dekoracji. Są na szczęście również prostsze do montażu spektakle, jak ostatnia premiera Bajadery czy Straszny dwór, który można wybudować wcześniej, a zmiany w trakcie przedstawienia są niewielkie. Wcześniejsze szczególnie trudne spektakle to Makbet, Tetralogia Wagnera, czy Simone Boccanegra, w którym zmiany dekoracji były bardzo niebezpieczne, trzeba było bardzo uważać, mieć oczy dookoła głowy.

- Kiedy Państwo zaczynacie prace przygotowawcze przed premierą?

- Żeby to miało ręce i nogi, wszystkie projekty powinny do nas spłynąć na około trzy miesiące wcześniej. Teraz chyba pobijemy rekord w pozytywnym znaczeniu tego słowa, bo właśnie mieliśmy omówienie projektów do najbliższej premiery baletowej przygotowywanej przez Borisa Ejfmana na listopad, która w dodatku ma dosyć prostą scenografię. Ale pewne skomplikowane pomysły czasami rodzą się w bólach do ostatniej chwili i wtedy jest to uciążliwe dla wszystkich, bo w konsekwencji mało dopracowane. Wiele rzeczy można zrobić, ale trzeba mieć na to czas. Bywa, że składa się wielkie elementy, rzeczy trudne i ciężkie w montażu i wtedy okazuje się, że coś jest nie tak, jak powinno, trzeba je demontować i zawozić jeszcze raz do pracowni. To wszystko zajmuje czas, którego nie ma, siły i środki, utrudnia prowadzenie prób, bo np. akurat ten element, który pojechał do pracowni, jest potrzebny artystom albo do próby świateł. Ale jakoś sobie radzimy, przeżyliśmy już niejedną taką premierę.

- Na czym polega przygotowanie logistyki spektaklu?

- Najpierw trzeba przejrzeć plany dekoracji, dobrać dla nich odpowiednie umiejscowienie – na których wózkach, zapadniach czy może na scenie obrotowej będą ustawione dekoracje. Musimy powiedzieć kolegom, jakie linki mają przygotować do podwieszeń, jakie podesty, kolegom z galerii ciągów i tapicerom trzeba przygotować wydruki z miejscami zamocowań konkretnych elementów do poszczególnych sztankietów. Wszystko służy temu, żeby potem było łatwiej złożyć spektakl w całość. Oczywiście o tym wszystkim powinien decydować scenograf, ale on czasem daje rysunek, gdzie są tylko kreski. My musimy to przełożyć na konstrukcję przestrzenną, pamiętając, że odległość między sztankietami, których używamy, wynosi 30 centymetrów, więc jeśli coś do tych odległości nie pasuje, trzeba kombinować. Dopiero kiedy przygotowane dekoracje stoją złożone w dniu premiery, wiadomo, że są w ostatecznym, obowiązującym stanie. Wtedy wszystko porządkuje się, czyści, robi się zapis i dopóki spektakl jest w repertuarze, ten zapis obowiązuje. Jeden komplet dokumentacji jest w archiwum kierownictwa, swoje egzemplarze mają też brygadierzy, pracownicy ciągów itd. Tam pozapisywana jest kolejność ustawiania dekoracji, jakie podesty są potrzebne, jakich podwieszeń należy użyć – każdy element dekoracji jest od tyłu opisany „szyfrem”: odległość od środka sceny, takie linki, z pasami lub bez pasów itd. Nawet jeśli przyjdzie ktoś nowy, to z tego zapisu mniej więcej zorientuje się, jak dany element ma być zamontowany. Dzięki temu lepiej, gorzej, szybciej, wolniej, ale spektakl zawsze zostanie przygotowany. Oczywiście to wszystko działa w warunkach warszawskich, bo podczas wyjazdu to jest zupełnie coś innego. Ze względu na gabaryty tej sceny żadne nasze dekoracje, może z wyjątkiem Greka Zorby nie pasują do możliwości innych teatrów. Wszystkie inne trzeba na takie okazje przerabiać albo robić nowe dekoracje pasujące do miejscowych warunków.

- Jak wygląda harmonogram Państwa pracy w dniu spektaklu?

- Przychodzimy do pracy na godzinę siódmą i rano demontujemy spektakl z dnia poprzedniego, który został na scenie. Potem czasami jest jeszcze próba do jakiegoś innego spektaklu, gdzie też trzeba zmontować chociaż część dekoracji. Wtedy trzeba obsłużyć próbę, która trwa do godziny 13 lub 14 w zależności od tego, czy jest z orkiestrą, czy bez. Po niej można budować dekoracje na wieczorny spektakl. Rano następnego dnia trzeba je rozmontować i szykować kolejne… I tak w kółko. Zdarza się taki układ repertuarowy, że coś możemy przygotować wcześniej, co jest i wygodniejsze, i tańsze dla teatru. Na przykład teraz do soboty scena jest pusta, bo będą się na niej odbywać przesłuchania III etapu Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki, więc 75 proc. scenografii do niedzielnego Króla Rogera możemy wcześniej wybudować, a w niedzielę przyjdziemy do pracy na dwunastą, głównie ze względu na elektryków, którzy muszą jeszcze przygotować światła. Są spektakle, w których dekoracji jest niewiele, jak prościutki scenograficznie balet Coś jakby, a światła zajmują tyle czasu, że jeżeli przed nim jest jeszcze, nie daj Bóg, jakaś próba, to robi się je dosłownie do ostatniej chwili. Podobnie z Królem Ubu - scenografia była zbudowana wcześniej, a koledzy i tak wczoraj musieli pracować nad światłami od rana do godziny osiemnastej! Często więc początek pracy ustawia się nie pod nas, bo my zawsze zdążymy, ale pod elektryków, bo dopracowanie świateł zajmuje naprawdę bardzo dużo czasu.

- W jaki sposób transportuje się teatralne dekoracje?

- Dekoracje muszą być tak budowane, żeby mieściły się do samochodu, nie mogą więc być szersze niż 2,40 metra i dłuższe niż 4-5 metrów. Nie mogą też być za ciężkie, bo zwykle trzeba je przenosić ręcznie. Pamiętam takie zdarzenie, kiedy dekoracja była za długa i trzeba ją było przeciąć już przy samochodzie. Budując dekoracje trzeba to wszystko wziąć pod uwagę, również to, że np. wejście z pracowni na scenę kameralną jest bardzo skomplikowane, z wąskim zakrętem i łamanym korytarzem, w którym element dłuższy niż 2,4 m się nie mieści. Niedawno mieliśmy problem z planszą, która wisiała w Sali Kameralnej podczas przesłuchań konkursowych: trzeba było wyrzucić pół magazynu i zaprząc do pracy armię ludzi, żeby ją przenieść przez korytarz, ponieważ ktoś zrobił ją o 25 cm za długą i nie można jej było zmieścić w wąskim przejściu. W pracowniach już wiedzą jak trzeba dzielić dekoracje, żeby zarówno przy transporcie jak i montażu nie było problemów. Rzadko w którym teatrze jest tak wygodnie, że samochód może podjechać do rampy i od razu wyładowuje się dekoracje na wózki – w Polsce nigdzie nie ma takich udogodnień, poszczególne elementy trzeba dźwigać.

- Na próbie Bajadery widziałyśmy, jak panowie budowali dekoracje do ostatniego aktu – schody do świątyni. Najpierw ustawiono zwykłe drewniane schody, potem okryto je odpowiednio ufarbowanym materiałem, który przybito do drewna. Czy zawsze się tak robi?

- Dzięki temu te same schody można wykorzystać w różnych inscenizacjach. Pod spodem jest zwykły podest techniczny, który do spektaklu jest obijany tzw. maską. Zaraz po spektaklu, przy rozbieraniu dekoracji, maskę trzeba zerwać, a na następne przedstawienie znów założyć. Schody wykorzystywane do jednego, konkretnego spektaklu mamy tylko w Otellu, ponieważ są one obite specjalnym błyszczącym skajem. Nie używamy ich nigdzie indziej, żeby ten materiał nie uległ zniszczeniu.

- W niektórych spektaklach, zwłaszcza w reżyserii Mariusza Trelińskiego i scenografii Borisa Kudlicki możemy oglądać wyjątkową, podświetlaną podłogę.

- Ta podłoga zrobiona jest z poliwęglanu, układana z płyt, modułów o odpowiednich wymiarach. W Madame Butterfly początkowo była ona układana na drewnianych podestach i podświetlana, później jednak z tego zrezygnowano, bo efekt był widoczny tylko z III balkonu, a sprawiał mnóstwo kłopotu. Teraz kładziemy płyty bezpośrednio na podłodze i nie są już podświetlane. Zresztą ci realizatorzy lubią poliwęglany, dziwaczne podłogi z światłowodami jak w Don Giovannim, pod skosem jak w Onieginie, zdaje się, że podobne elementy będą w Damie pikowej.

- W Państwa pracy bardzo ważne musi być przestrzeganie zasad bhp?

- Tak, bezpieczeństwo pracy na scenie jest bardzo ważne, dlatego zdarza się nam walczyć z niektórymi twórcami, którzy wymyślają niebezpieczne sytuacje. Są odpowiednie przepisy, które np. obligują do obarierowania sceny lub podestów, jeśli znajdują się na określonej wysokości. Niektórym realizatorom to się bardzo nie podoba, bo źle wygląda, mówią, że na pewno nic się nie może stać, bo artyści mają wyliczone kroki. Ale jak się coś jednak stanie, to nie będzie odpowiadał realizator, tylko kierownik dyżurny na spektaklu. Na przykład bardzo surowe przepisy dotyczą prawdziwych pochodni wnoszonych na scenę. Osoby z chóru, które trzymają te pochodnie, muszą przejść specjalne przeszkolenie i podpisać odpowiednie oświadczenie, że zapoznały się ze wszystkimi zagrożeniami. Twórcę niestety trzeba czasem temperować i ograniczać, bo on ma wizję, a my wiemy, czym to może grozić. Gdybyśmy nie interweniowali, być może jeszcze chwila i nie mielibyśmy gdzie pracować… albo nie miałby tu kto pracować, bo artyści pospadaliby z tych wszystkich podestów jak ulęgałki. Wszystko wygląda niewinnie przy normalnym świetle, ale kiedy pojawia się światło sceniczne, oślepiające albo skąpe, gdyby nie było zabezpieczenia, nie wiadomo, co mogłoby się stać. Wystarczy, że artysta podczas gry trochę się zapomni i co? Kto go złapie? Oczywiście, robi się różne zabezpieczenia – materace, na które skacze Halka, czy barierkę przy podeście, po którym schodzą tancerki w Bajaderze. To są 4 metry wysokości, a one tańczą w ciemności! Są takie spektakle jak Nabucco, gdzie pracownicy techniczni są przebrani w kostiumy i zabezpieczają artystów. Wiedzą, co w razie wypadku robić, w jakiej odległości stanąć i odgrodzić włóczniami chórzystów od niebezpieczeństwa. Na takie ustępstwa trzeba było pójść, żeby zrealizować zamiar reżysera. Jeżeli nie barierka, słupek, linka, to człowiek, który będzie stał jak mur i nie puści artysty. W Nabuccu, kiedy śpiewak grający Zachariasza musi iść po poruszających się zapadniach, prowadzi go szef statystów, pan Borkowski, który też przeszedł przeszkolenie i wie, jak się tam poruszać. Sam jest prowadzony pod zapadnie przez mechanika, który daje sygnały inspicjentowi, pani Krasnodębskiej, że artysta jest na zapadniach. Choćby śpiewak robił to wiele razy i dokładnie wiedział, gdzie ma postawić każdy krok, to zawsze musi być to zabezpieczenie. Ale tak wielkiego wysiłku, jaki trzeba było włożyć w przygotowanie Tetralogii Wagnera, nie można z niczym porównać. Była realizowana za dyrekcji Roberta Satanowskiego – jednego roku dwie części, dwie następne w drugim sezonie. To było karkołomne przedsięwzięcie – przed każdą premierą praktycznie trzy miesiące spędzone na scenie. To było przedstawienie, a właściwie cztery przedstawienia, które chyba najbardziej dały nam w kość. W teatrze pracuje już niewiele osób, które to pamiętają. Ale to właśnie po zakończeniu ostatniej premiery – Zmierzchu bogów, dyrektor Satanowski wręcz nakazał, aby zespół techniczny też wyszedł na scenę i się ukłonił. Zmierzch bogów zaczął się o 16, a skończył o 22, jeśli dodać do tego prace przed spektaklem, to był olbrzymi wysiłek.

 Katarzyna K. Gardzina i Katarzyna Walkowska

kulisy – Egzamin do szkoły teatralnej

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna w Krakowie

Aby przystąpić do sprawdzianu zdolności artystycznych jako niezbędne minimum należy przygotować:

  • Trzy wiersze klasyczne (sylabiczne lub sylabotoniczne) w tym obowiązkowo spośród utworów Mickiewicza, Słowackiego, Norwida, Wyspiańskiego. Kandydatów na specjalizację „aktor teatru tańca” obowiązuje jeden wiersz klasyczny.
  • Trzy wiersze współczesne (w dowolnej formie wersyfikacyjnej) takich autorów jak np. Przyboś, Herbert, Szymborska, Miłosz Kandydatów na specjalizację „aktor teatru tańca ” obowiązuje jeden wiersz współczesny.
  • Fragment prozy staropolskiej np. Reja, Skargi, Paska, Kitowicza

(należy pamiętać o uwzględnieniu nurtu satyrycznego, ewentualnie bajek lub fraszek).

  • Trzy fragmenty prozy XIX i XX wieku spośród takich autorów jak np. Sienkiewicz, Prus, Żeromski, Andrzejewski, Dąbrowska, Iwaszkiewicz, Mrożek, Gombrowicz. Kandydatów na specjalizację „aktor teatru tańca ” obowiązuje jeden fragment prozy.
  • Trzy piosenki, w tym jedną ludową, jak również jeden utwór wokalno – muzyczny (aria, song, pieśń, kuplet, piosenka kabaretowa). Kandydatów na specjalizację „aktor teatru tańca ” obowiązuje jedna piosenka oraz jeden utwór wokalno-muzyczny.
  • Kandydaci zdający na specjalizację wokalno – estradową winni przygotować co najmniej sześć utworów wokalnych, zróżnicowanych pod względem stylu.

Wszystkie utwory powinny być bardzo dobrze opanowane pamięciowo.

Należy mieć przy sobie teksty przygotowanego repertuaru. Kandydatki winny zaprezentować się Komisji w sukniach lub w spódnicach luźnych do kolan i lekkim obuwiu.

Ćwiczenia aktorskie, których temat podawany jest w trakcie egzaminu praktycznego polegają na odtworzeniu pewnych czynności oraz reakcji uczuciowych na zdarzenie. Tematy i okoliczności tych zadań zostaną podane przez Komisję.

Studia aktorskie, jak również samo wykonywanie zawodu aktora wymagają ogromnej sprawności fizycznej i dobrej kondycji. Ćwiczenia ruchowe i sprawnościowe stanowią znaczący procent zajęć dydaktycznych w czasie studiów.

W trakcie sprawdzania zdolności artystycznych zbadana zostanie przez komisję ogólna sprawność ruchowa, poczucie rytmu oraz wyrazistość ciała.

Kandydaci powinni przynieść ze sobą trykot baletowy lub ściśle przylegający do ciała kostium gimnastyczny (ewentualnie jednoczęściowy kostium kąpielowy).

Wymagana jest znajomość podstawowych kroków przynajmniej jednego z pięciu tańców narodowych (polonez, mazur, krakowiak, kujawiak, oberek).

Kandydaci na specjalizację „aktor teatru tańca” powinni zaprezentować możliwie szeroki wachlarz stylów tanecznych. Ćwiczenia zadawane kandydatowi przez komisję dotyczyć będą w równym stopniu tańca klasycznego jak współczesnego.

Szczególną uwagę komisja zwracać będzie na poczucie rytmu oraz wyrazistość ciała a także sprawność ruchową kandydatów.

Laureaci i finaliści olimpiad (historycznej i polonistycznej) stopnia centralnego są zwolnieni ze sprawdzianu teoretycznego (w końcowej kwalifikacji uzyskują ilość 15 punktów).

I Eliminacja – sprawdzian praktyczny

Zasady I eliminacji dotyczą w jednakowym stopniu kandydatów ubiegających się
o przyjęcie na wszystkie specjalności i specjalizacje Wydziału Aktorskiego.

Wydziałowa Komisja Rekrutacyjna w podkomisjach bada ogólne predyspozycje kandydata do zawodu aktorskiego:

Pierwsza podkomisja sprawdza predyspozycje kandydata w zakresie głosu, wymowy
i ruchu oraz poczucia rytmu. Ten etap ma charakter zbiorowy selekcyjny i nie jest punktowany.

Druga podkomisja bada predyspozycje kandydata pod kątem umiejętności z zakresu interpretacji tekstu. Ten etap ma charakter indywidualny selekcyjny i nie jest punktowany.

Decyzje Komisji Wydziałowej o wyniku postępowania kwalifikacyjnego po I eliminacji podawane są sukcesywnie na tablicy ogłoszeń jako ocena pozytywna lub negatywna.

II Eliminacja

  1. Sprawdzian teoretyczny

Sprawdzianem teoretycznym jest rozmowa kwalifikacyjna kandydata, w trakcie której jest sprawdzany poziom wiedzy kandydata z historii kultury, dramatu i teatru oraz literatury polskiej i powszechnej. W tej części sprawdzianu komisja ocenia kandydata w skali od 0 do 15 punktów.

Powyższe dotyczy osób wymienionych w punkcie od 1 do 3 na str. 3

  1. Sprawdzian konkursowy praktyczny punktowany

W tej części sprawdzianu Wydziałowa Komisja Rekrutacyjna wyodrębnia trzy niezależne komisje konkursowe dla specjalności aktorstwo dramatyczne, specjalizacji wokalno – estradowej oraz specjalizacji aktor teatru tańca. Należy przynieść ze sobą podkłady muzyczne przygotowanych utworów muzycznych, można również wystąpić z własnym akompaniatorem. Członkowie komisji dokonują indywidualnej oceny kandydata badając jego predyspozycje do przyszłego zawodu, mając na uwadze wymowę, głos, sprawność fizyczną, sposób interpretacji tekstu, śpiewu, improwizacji wokalnej, wykonywanie elementarnych zadań aktorskich i ogólnie pojętą wrażliwość teatralną. Komisja ocenia kandydata w skali od 0 do 85 pkt.

Państwowa Wyższa Szkoła Filmowa Telewizyjna i Teatralna w Łodzi

Jednolite studia magisterskie, stacjonarne.

Wydział Aktorski kształci przyszłych aktorów przygotowując ich do pracy w teatrze, w filmie, telewizji,
w radio i na estradzie. Studia na Wydziale trwają 9 semestrów i obejmują m.in. praktyczne i teoretyczne nauczanie rzemiosła aktorskiego w zakresie: elementarne zadania aktorskie, sceny wierszem i prozą, rola klasyczna i współczesna, proza, wiersz, zajęcia przed kamerą, filmowanie aktora, dykcja, impostacja głosu, rytmika, taniec, umuzykalnienie, gimnastyka artystyczna, akrobatyka, plastyka ruchu, szermierka, pływanie, jazda konna oraz historia teatru i literatury, historia sztuki
i kostiumologii, historia filmu, formy wizualne, języki obce.

Absolwenci Wydziału – po zaliczeniu ról w przedstawieniach dyplomowych oraz po przygotowaniu
i obronie teoretycznej pracy magisterskiej – otrzymują tytuł magistra sztuki.

PODANIA i DOKUMENTY

Przystępując do egzaminu wstępnego na studia aktorskie powinieneś/powinnaś złożyć następujące dokumenty:

  • podanie – ankietę osobową
  • oryginał lub odpis świadectwa dojrzałości
  • fotokopię dowodu osobistego (wiarygodność poświadcza uczelnia)
  • swą aktualną fotografię (jak do dowodu osobistego) – 5 sztuk
  • dowód opłaty za egzamin wstępny

Twoje podanie o przyjęcie powinno zawierać dokładny adres zamieszkania oraz adres do korespondencji wraz z kodem pocztowym i numerem telefonu.
Komplet wymaganych dokumentów wraz z dowodem wpłaty za egzamin powinien znajdować się w wiązanej teczce. Po przyjęciu dokumentów opłata egzaminacyjna nie podlega zwrotowi.

Warunki przystąpienia do egzaminu wstępnego.

Warunkiem przystąpienia do egzaminu wstępnego jest złożenie w Dziekanacie Wydziału Aktorskiego:

1. wymienionych dokumentów
2. wniesienie opłaty egzaminacyjnej 130 zł.

Termin składania dokumentów do 31 maja 2008 r.
Orientacyjny termin rozpoczęcia egzaminów wstepnych – trzecia dekada czerwca 2008 r.

Egzamin wstępny

Kandydat przystępujący do egzaminu powinien posiadać predyspozycje niezbędne do pracy
w zawodzie: twórczą wyobraźnię, wrażliwość i odporność psychiczną, prawidłową wymowę, wrażliwy słuch, odpowiedni głos, poczucie rytmu, ponadprzeciętną sprawność fizyczną.

Kandydat winien wykazywać zainteresowanie zagadnieniami szeroko rozumianej kultury i sztuki.

Do egzaminu wstępnego kandydat zobowiązany jest wybrać i przygotować następujący repertuar:

  • cztery wiersze:
    jeden z epoki renesansu polskiego lub europejskiego
    jeden z okresu romantyzmu polskiego ewentualnie europejskiego
    jeden z okresu 20-lecia międzywojennego
    jeden z okresu po 1945 roku, ze szczególnym uwzględnieniem ostatniego 10-lecia.
  • dwa monologi – ze sztuk klasycznych pisane wierszem:
    pierwszy – autorstwa jednego z dramaturgów polskich
    drugi z repertuaru dramatycznej klasyki europejskiej lub światowej
  • cztery fragmenty prozy:
    dwa z utworów klasyki polskiej lub światowej
    dwa z utworów współczesnej prozy polskiej lub światowej
    Uwaga: umownie do klasycznych zaliczamy utwory napisane przed drugą wojną światową, do współczesnych napisane od tego okresu do dzisiaj. Wymagana jest znajomość całego dzieła literackiego, z którego dokonano wyboru monologu lub fragmentu prozy.
  • Należy przygotować dwa utwory wokalne:
    piosenkę ludową – śpiewaną a-capella,
    do wyboru pieśń lub piosenka kabaretowa, lub piosenka musicalowa
    Uwaga: dozwolony jest akompaniament własny, osoby towarzyszącej lub podkład muzyczny na taśmie magnetofonowej.

I. Eliminacja – ma charakter selekcyjny i obejmuje ocenę:

  • warunków scenicznych,
  • głosu i słuchu,
  • wymowy,
  • interpretacji wiersza i prozy.
    Uwaga: Teksty przygotowane do prezentacji należy obowiązkowo przepisać na maszynie
    z podaniem tytułu utworu, autora oraz nazwiska kandydata i dołączyć do dokumentów najpóźniej
    w dniu egzaminu.

Uzyskanie pozytywnych ocen I eliminacji kwalifikuje kandydata do drugiej eliminacji.

II. Eliminacja – jest egzaminem konkursowym – punktowanym i obejmuje:

  • Interpretację:
    wiersza klasycznego i współczesnego,
    monologu,
    prozy klasycznej i współczesnej,
    utworu wokalnego,
  • ocenę sprawności fizycznej:
    należy przygotować krótki (60 sek. maks.) rytmiczny układ gimnastyczny z podkładem muzycznym (własny nośnik elektroniczny) zawierający następujące elementy gimnastyczne: przewrót w przód, przewrót w tył, mostek, waga (arabeska). Oprócz układu do muzyki można zademonstrować dodatkowo inne przygotowane przez siebie ćwiczenia.
    sprawdzian z umiejętności tanecznych, poczucia rytmu i umuzykalnienia.
    Uwaga! dotycząca tańca należy wykazać się umiejętnością podstawowych kroków przynajmniej jednego tańca towarzyskiego (tango, walc, cha-cha, rumba … itp.) oraz jednego tańca ludowego (mazur, krakowiak, kujawiak, oberek).

Uzyskanie pozytywnych ocen z w/w dyscyplin i sprawdzianów kwalifikuje kandydata do egzaminu końcowego.

III. Egzamin konkursowy (końcowy) punktowany.

  • Elementarne zadania aktorskie
    kandydat otrzymuje temat zadania (fabułę i okoliczności określa komisja)
  • Zadania aktorskie przed kamerą.
    Rozmowa kwalifikacyjna dotycząca problemów życia kulturalnego w Polsce i na świecie.

Na podstawie punktów uzyskanych przez kandydatów Wydziałowa Komisja Egzaminacyjna ustala listę przyjętych na I rok studiów.

Akademia Teatralna w Warszawie

Limit miejsc: 20 (ok. 40 kandydatów na miejsce)

Kandydaci, którzy ukończyli 22 rok życia dodatkowo składają podanie do dziekana o dopuszczenie do egzaminu wstępnego ( z krótkim uzasadnieniem).
Kandydaci na jednolite dziewięciosemestralne stacjonarne studia magisterskie na Wydziale Aktorskim, zdają egzamin konkursowy w trzech etapach.

I ETAP – ELIMINACJA WSTĘPNA

Kandydat wybiera jeden utwór z 5 przygotowanych wcześniej i zgłoszonych wraz z dokumentami tekstów i prezentuje jego interpretację komisji egzaminacyjnej. Komisja może prosić o przedstawienie fragmentów innych utworów z listy repertuarowej kandydata. Kandydat jest oceniamy w skali dwustopniowej: dst. lub ndst. Uzyskanie czterech pozytywnych ocen: z wymowy, głosu, interpretacji i warunków scenicznych kwalifikuje kandydata do drugiej – konkursowej części egzaminu.

II ETAP – EGZAMIN PRAKTYCZNY składa się z dwóch punktowanych części:

1. egzamin rytmiczno-ruchowy:
2. sprawność fizyczna 0 – 10 pkt.
3. sprawność taneczno – rytmiczna 0 – 10 pkt.

Kandydat może uzyskać max.: 20 pkt.
- REGZAMIN AKTORSKI

- warunki dykcyjne 0 – 15 pkt.

- warunki głosowe 0 – 15 pkt.

- interpretacja tekstów0 – 15 pkt.

- zadania aktorskie 0 – 15 pkt.

- interpretacja piosenki 0 – 15 pkt.

§ warunki sceniczne 0 – 15 pkt.

Kandydat może uzyskać max.: 90 pkt.
W całym egzaminie praktycznym kandydat może uzyskać max. 110 pkt.

III ETAP – EGZAMIN TEORETYCZNY

Sprawdzian wiedzy o dramacie i teatrze polskim i powszechnym oraz tła historycznego, literackiego, filozoficznego i estetycznego ważnych epok teatralnych (do współczesności włącznie). Punktowane są cztery zagadnienia:

- teatr wśród sztuk 0 – 8 pkt.

- dramat polski i powszechny 0 – 8 pkt.

- wybrane zagadnienia współczesnego życia społecznego i kulturalnego 0 – 8 pkt.

- forma i logika wypowiedzi 0 – 8 pkt.

Celem egzaminu teoretycznego jest zbadanie kompetencji intelektualnych kandydata w procesie interpretacji współczesnej kultury i sztuki.
Z uwagi na specyficzny zakres wymaganej wiedzy sprawdzian obowiązuje wszystkich kandydatów.
Kandydaci mogą uzyskać w III etapie max. 32 pkt

■ ■ ■ ■ ■

O przyjęciu na pierwszy rok studiów na Wydział Aktorski decyduje ogólna suma punktów.

Fuksówka: Zabawa czy fala?

Emilia Romaniuk

Wrze na Akademii Teatralnej w Białymstoku. Powód? Fuksówka. To już kolejna odsłona problemów z tą wieloletnią tradycją. Ledwie dwa tygodnie temu fuksówkę zawieszono, a nowe okoliczności budzą nowe emocje.

Zobacz powiekszenie

Do „Gazety” już jakiś czas temu docierały informacje o tym, że teatralne kilkutygodniowe otrzęsiny wedle niektórych studentów z zabawy zamieniają się w falę. Tradycja mówi: starsi żacy za pomocą zadań mają oswoić młodszych z życiem na uczelni. Młodsi wypełniają ich rozkazy, chodząc m.in. po mieście w przebraniu (byli już budzikami, gramofonami, muchami). I białostoczanom właśnie z przebierańcami fuksówka się kojarzy.

Ale zdaniem naszego informatora, jednego ze studentów AT, jest inaczej. – Fuksówka to poniżanie i wycieńczenie. Pierwszy rocznik nie chce się jednak starszym przeciwstawić, być nie narazić się na ostracyzm.

Nikt z władz uczelni ani studentów, z którymi rozmawialiśmy kilka dni temu – nie chciał potwierdzić tych słów.

W tym roku fuksówka „kulała” już od początku i skończyła się szybko. W „Gazecie” pisaliśmy, jak studenci III roku zawiesili ją, bo uznali, że fuksy zachowywały się niegodnie – nie wykonywały poleceń. Wczoraj fatalna atmosfera wokół fuksówki znów wróciła. Na uczelni zawrzało po tym, jak „Polska The Times” zamieściła tekst o fuksówkowej fali. Wykładowcy i studenci ceniący otrzęsinową tradycję uważają, że to bzdury. – Jaka fala? To zabawa, której reguły akceptują obie strony. Może ci, którym się to nie podoba, nie nadają się do zawodu aktora? Każdy z nas fuksówkę miło wspomina – usłyszeliśmy od studentów.

Nasz informator: – Nikt otwarcie nie powie, że coś jest nie tak. Akademia to hermetyczna społeczność, w której panuje rywalizacja. Z dniem, gdy przekracza się próg uczelni, rozpoczyna się walka o wyrobienie nazwiska i przyszłą pracę. Dlatego nikt nie zaryzykuje krytyki uczelni, od której zależy jego być albo nie być – mówi nasz rozmówca, który zresztą też chce być anonimowy. – Fuksówka to często trauma. Nestorzy pakują cię na kilka tygodni w śmieszny strój, każą grać śmierdzącą kupę albo śmiałe sceny erotyczne. Wyśmiewają, obrzucają wulgaryzmami. Takie zabawy trwają do nocy. Fuksy chodzą niewyspane, słabsi płaczą, biorą coś na uspokojenie.

Nasz rozmówca twierdzi, że w tym roku jedna osoba z osłabieniem organizmu trafiła do szpitala. Inny fuks, zmęczony kolejną nieprzespaną nocą, gdy odwoził nestorów do domów, brał udział w wypadku (jego okoliczności wyjaśnia policja).

Władze uczelni są zaskoczone i podchodzą do sprawy ostrożnie. – Nie dotarły do mnie żadne niepokojące sygnały. Może te pogłoski ktoś rozsiewa, by zepsuć nam opinię? Wypadek naszego studenta nie miał nic wspólnego z uczelnią – mówił nam kilka dni temu prorektor Wojciech Kobrzyński. Przyznaje, że rzeczywiście, fuksówka w tym roku była krótka. – Ale może to i dobrze, zbyt długie fuksowanie przeszkadza w prowadzeniu zajęć. Uczelnia zamierza jednak zająć się tematem fuksówki. Możliwe, że już w poniedziałek.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

zawód…

W twarzach aktorów widać wszystkie nie zagrane role.

                        michał mieczysław szargan

SCENA

Scena – przestrzeń w budynku teatralnym  przeznaczona dla wystawiania utworów. Na przestrzeni dziejów nowożytnych ukształtowały się różne odmiany scen:

  • pudełkowa (włoska) – oddzielona jest od widowni kurtyną i rampą
  • otwarta (estradowa) – pozbawiona kurtyny, może być otoczona widownią z trzech stron. Ten rodzaj sceny wywodzi się z teatru elżbietańskiego
  • en ronde – w kształcie koła lub czworoboku, otoczona jest widownią z czterech stron.

Wywiad Ewy Gałązki z aktorką Danutą Stenką.

Ewa Gałązka: Mówi się o Pani „gwiazda późnego objawienia”. Pracując w Teatrze Współczesnym w Szczecinie, a później w Teatrze Nowym w Poznaniu, była Pani nagradzana na festiwalach teatralnych, ale ani film, ani Teatr TV nie upominały się o Panią. Dopiero po sześciu latach została Pani ,,odkryta” przez Teatr Telewizji, po 11 – przez film.

Danuta Stenka: Myślę, że to konsekwencje pracy poza Warszawą. Pamiętam taką sytuację z Laco Adamikiem. W czasie wakacji zagrałam epizod w,,Crimenie”. Adamik, kiedy dowiedział się, że pracuję w teatrze w Szczecinie, powiedział wprost: – To nie ma sensu, uciekaj stamtąd. Nawet gdybym cię bardzo potrzebował, nikt cię z tego Szczecina nie ściągnie. I taka jest prawda. Aktor dyspozycyjny to aktor warszawski.

Ale Pani droga zawodowa potwierdza teorię, że jeżeli ktoś ma talent, to zawsze wypłynie.

Nie mnie mówić o moim talencie. Na mojej przedwarszawskiej drodze spotkałam wiele utalentowanych osób. Byli zdolni, nagradzani na festiwalach, ale nikt tego nie wykorzystał. To, że znalazłam się w Warszawie, że dane mi było grać tyle ciekawych ról, to ogromny łut szczęścia. A ono w tym zawodzie jest równie ważne jak talent.

A nie spotkanie odpowiednich reżyserów?

Nie tylko reżyserów. Począwszy od moich szczecińskich przyjaciół, którzy mnie wypchnęli do Teatru Nowego w Poznaniu, spotykałam właściwych ludzi, którzy mną kierowali.

Wypchnęli? Przecież ówczesna dyrektor Teatru Nowego Izabella Cywińska nagradzała Panią wcześniej na festiwalu w Toruniu za rolę Mai w „Opętanych” Gombrowicza.

Ale nie dostałam od niej propozycji angażu. Znając siebie, siedziałabym w Szczecinie do dziś. Ale oczywiście nagroda również mi pomogła. Kiedy znalazłam się w gabinecie Cywińskiej i ledwo wydukałam moje nazwisko, usłyszałam w odpowiedzi: – Dziecko przecież ja cię znam, przecież cię nagradzałam. A dalej było już łatwiej.

Czy spotkanie z Izabellą Cywińską to był pierwszy kamień milowy na Pani drodze aktorskiej?

Nasze wspólne zawodowe bycie ze sobą, niezwykłe spotkanie artystyczne, jest jak drzewo, które rośnie, a słoi przybywa. I mogę tylko mieć nadzieję, że będzie trwać bardzo długo. A te wspomniane kamienie milowe to właśnie spotkani ludzie: wiele zawdzięczam moim szczecińskim przyjaciołom: Jackowi Polaczkowi, Krystynie Zgud-Bikart, Bolesławie Fafińskiej. Ryszard Major, mój pierwszy dyrektor, pozwolił mi wyjść spod parasola szkółki i stanąć na własnych nogach. Ta lista jest długa i wciąż ją uzupełniam. Umiejętność organizowania sobie życia zawodowego niestety nie leży w mojej naturze, tym większa moja wobec tych ludzi wdzięczność.

Mówi Pani, że w byciu z Cywińską słoi przybywa. To ona ,,odkryła” Panią dla Teatru Telewizji. Zagrała Pani u niej Nataszę w „Skrzywdzonych i poniżonych” Dostojewskiego, pamiętną Norę Ibsena, wreszcie główną rolę w ,,Pięknie” Bednarskiego. Była też Jurewiczowa w „Bożej podszewce”, która przyniosła Pani ogromną popularność. Na planie serialu krążyło nawet powiedzenie – wirus Stenki, czyli nieustanne poszukiwanie.

Rzeczywiście, ilekroć ktoś chciał wprowadzić poprawki, prosił o powtórkę, mówiono: – No nie, zapanował wirus Stenki! Ale to Cywińska tworzyła na planie taką atmosferę, że chciało się dążyć do ideału. Nie odbębniało się kontraktowych godzin pracy, byle do kasy. Dla takich chwil, takich sytuacji i ludzi warto uprawiać ten zawód.

Czy tylko u Cywińskiej zdarza się Pani grać na najwyższych obrotach?

Najczęściej u niej. Ona nie pozwala iść na łatwiznę. I to cenię. Niestety regułą jest, że jeżeli reżyser widział nas w poprzedniej roli w kolorze różowym, to angaż będzie do koloru różowego. I wcale nie chce, wręcz nie życzy sobie, żebyśmy zagrali na zielono, bo do zielonego ma innego kolegę, który od lat wyłącznie uprawiał kolor zielony. I tak jest dobrze. Ale na szczęście zdarzają się takie cudowne sytuacje, kiedy reżyser mówi: – O nie, kochana. To już grałaś 15 razy. A ja teraz oczekuję od ciebie czegoś nowego. I wtedy praca ma sens, trzeba szukać, grzebać, przewracać się, podnosić. I wtedy pięknie boli uprawianie tego zawodu. Ale i my, aktorzy, nie jesteśmy bez winy. Jakże poszukiwać tego, co najciekawsze, najistotniejsze w obcowaniu ludzi ze sobą, tego, co ponad, pomiędzy, pod słowami, skoro zdarza się, że tekst poznajemy na chwilę przed wejściem na plan, z ledwością utrzymujemy się na jego powierzchni i pod hasłem „profesjonaliści” wysypujemy z rękawa, co tam się komu przez lata nazbierało, używając sprawdzonych, wyślizganych chwytów.

Czy poza Cywińską są reżyserzy, którzy tak pracują?

Którzy nie traktują aktora jak pieczątki? Na szczęście tak. Pracują inaczej, różnie, ale nie są znudzeni, obojętni. Na przykład Mariusz Treliński, Krzysztof Warlikowski, Tomasz Zygadło, Filip Zylber, Jan Englert, który wpadł na szalony pomysł, żebym zagrała Rollisonową w „Dziadach”.

Przełamała Pani tradycję tej roli, którą zawsze grały aktorki dużo starsze.

Toteż przed wejściem na pierwszą próbę usłyszałam na korytarzu: – Boże, zrobili ci straszną krzywdę. Nie powinnaś grać tej roli. A za chwilę miałam się w niej odezwać. Nie byłam w stanie przeczytać kilku zdań ze strachu. Czułam się wtedy jak uosobienie wielkiej pomyłki obsadowej…

To wstrząsająca rola. Grana na takich emocjach, że miało się wrażenie dotykania czegoś, co jest tajemnicą.

Różne są opinie na temat tej roli. Nie ukrywam, że chciałabym do niej wrócić, kiedy lat i doświadczeń mi przybędzie. Nie zakończyłam mojej rozmowy z nią, ale na razie błogosławię los i Englerta.

Czy aktorstwo może spełniać rolę terapeutyczną?

Może. Dla kogoś, kto w tej pracy zapuszcza się w głąb człowieka, w siebie… Niektórzy natomiast uważają, że aktor powinien być wyłącznie rzemieślnikiem. I dobrze im z tym, publiczność ich kocha. W tym odnajdują sens. Jak wszędzie: szkoła falenicka i otwocka.

Więc czym jest dla Pani aktorstwo?

Trudne pytanie… Ważną częścią mojego życia. Dzięki niemu intensywniej obcuję ze światem. Dotykaniem nieprzewidywalnego w zderzeniu roli, reżysera, partnera, chwili… Dotykaniem tajemnicy, kiedy dobry Bóg odkręca na sekundę kranik swoje łaski… Jak już kiedyś powiedziałam – dzieleniem się człowiekiem z ludźmi. Oczywiście moje codzienne życie zawodowe zaprzecza temu.

Dlaczego?

Dlatego, że często biorę udział w takich przedsięwzięciach, które się sprowadzają do zarabiania pieniędzy.

Ale to jest cząstka tego, co Pani robi?

Niestety nie. Wolałabym zagrać jedną, dwie role w roku. Ale mieć warunki i czas na analizę, wnikliwe próby, przygotowanie do pracy z prawdziwego zdarzenia.

Gra Pani bardzo sugestywnie, na najwyższych emocjach, a jest Pani introwertyczką. Nie ma w tym sprzeczności?

Jak w każdym introwertyku kumuluje się we mnie zła energia, która w pewnym momencie po prostu musi znaleźć ujście.

Zła?

Zła, bo gdybym jej nie wyrzucała na zewnątrz, rozsadziłaby mnie. Praca pozwala mi wykorzystać tę energię, przemyślenia, doświadczenia. To wszystko, co się odkłada w skarbcu duszy.

Nie boi się Pani grać kobiet brzydkich, starych?

Nie. Jedną z najpiękniejszych przygód było spotkanie ze starością w „Bożej podszewce”. Niedawno zagrałam w „Cudzie purymowym” w reżyserii Izabelli Cywińskiej rolę brzydkiej, starzejącej się kobiety. Sama Cywińska na planie witała mnie okrzykiem: – O Jezu, jak ty wyglądasz! Co za koszmar! Patrzeć na ciebie nie można… Bardzo mnie wówczas ubawił mój synek filmowy, Grześ Małecki. Któregoś dnia zwierzył mi się: – Słuchaj, wszedłem na plan, szukałem cię, patrzę i myślę sobie – co tu robi ta kobiecina, właścicielka mieszkania, sprzątaczka czy kto? I nagle się zorientowałem, że ta babina to ty!!! Mam być brzydka – proszę bardzo. Mnie się to nawet podoba. Gorzej, kiedy każą mi grać ładną.

Boi się Pani grać amantki, bo są nieciekawe?

Tak, są mdłe. Zosia w „Damach i huzarach” w reżyserii Janusza Nyczka to była jedna z największych moich mordęg, ale też jedna z moich najukochańszych ról. A to tylko dlatego, że nie chciałam jej zagrać „po literach”, że próbowałam szukać czegoś obok.

Tę rolę nagrodzono na festiwalach teatralnych w Opolu i w Kaliszu.

Tak. Ale nie chciałabym już wracać do amantek. Prawdę powiedziawszy – uroda nie ta, a i wiek nie sprzyja. Zosia to był szalony pomysł reżysera. Swoją drogą nie zazdroszczę aktorkom, których chlebem powszednim jest nieustająca rola ozdobnika. Jak kiedyś opowiadała Ania Dymna – główne, czego od niej wymagano w czasach jej aktorskiej młodości, to stać, ładnie wyglądać i broń Boże chcieć zagrać. Jakże ceni sobie obecny czas, kiedy wreszcie dostaje role żywych ludzi, nie lalek. Toteż ja nie narzekam. A nawet bardzo sobie chwalę. Zdając egzaminy do mojej „przyzakładówki III stopnia”, jak nazywaliśmy Studium Aktorskie przy teatrze Wybrzeże w Gdańsku, miejsce na mapie teatralnej prawie nie znane, w najśmielszych marzeniach nie przypuszczałam, że tyle szczęścia mnie spotka…

Czy inspiruje się Pani pracą innych aktorów?

Oczywiście. Upajam się aktorstwem Gajosa, którego uwielbiam. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale jak i kim zastąpić Zapasiewicza, Holoubka, Szczepkowską, Globisza. Nie mówiąc już o Łomnickim! Nie da się zastąpić Meryl Streep, Hopkinsa, De Niro…

Czerpie Pani z ich pracy?

Oni uświadamiają mi czasem, wydawałoby się, banalne sprawy. Poraziła mnie np. scena w „Fortepianie”, kiedy Keitel wyznawał miłość głównej bohaterce (Holly Hunter). Zdałam sobie sprawę, jak nieprawdopodobną, porażającą siłę ma prostota. Ale jaki musi być ładunek w człowieku, jaka desperacja, żeby prostota mogła mieć taką właśnie siłę. Janek Frycz – uwielbiam jego nieobliczalność. Czasami robi jakiś gest, wydaje jakiś dźwięk… – mam wrażenie, jakby się prywatnej osobie coś wymknęło spod kontroli, bo jest to niemożliwe do zaplanowania przez aktora… Albo coś, co Krzyś Globisz zrobił w „Ślubie” Jarockiego. Jakbym słuchała najpiękniejszego koncertu w wirtuozerskim wydaniu…

Ale przede wszystkim eksploatuje Pani, jak każdy artysta, pokłady swojej duszy. A te fundamenty są na Kaszubach, w Gowidlinie, gdzie się Pani urodziła.

W duszy jestem wiejską dziewczyną. Nie mogę zapominać, kim jestem, skąd jestem, kim są moi rodzice, jaka jest moja babcia, w jakim domu mieszkałam, w jakich chodziłam rajstopach w dzieciństwie, ile razy brakowało pieniędzy, jakie mieliśmy Boże Narodzenia… To jest cała prawda o mnie, tym się wybrukowała moja dusza, do tego się odwołuję.

Czy były w Pani życiu zawodowym okresy milczącego telefonu?

Tak. Od stycznia 1998 roku, kiedy byłam już w zaawansowanej ciąży z drugą córką Wiktorią, do stycznia tego roku zagrałam tylko dwie role w Teatrze TV. Wydawało mi się, że to już równia pochyła, że worek z darami od losu dla Stenki aktorki jest pusty. Zadziwiał mnie tylko mój spokój.

Dla kobiet w średnim wieku jest niewiele ciekawych ról. To przekleństwo tego zawodu.

Przekleństwo tej płci w zawodzie. W momencie, kiedy człowiek dojrzewa, kiedy pojawia się coraz więcej pasm w duszy, aktorzy mężczyźni dopiero zaczynają czuć gaz pod nogą, natomiast aktor płci żeńskiej powoli wypada z gry. W zawodzie chciałabym być mężczyzną. W tej jednej sytuacji.

     

Samobójstwo

Za mało jest we mnie powietrza.
Otwieram
wszystkie swoje okna
i drzwi.

Trzeba będzie także
zburzyć dach, fundament
i ściany.

Mam przeciez prawo do powietrza.

Anna Swirszczynska

« Starsze wpisy
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.